piątek, 5 lutego 2016

Fez, marokański labirynt

Fez, na równi z Marrakeszem, należy do miast najczęściej odwiedzanych przez turystów (no, może jeszcze Agadir, ale większość to miłośnicy leżakowania). Dwukrotnie w historii Maroka było jego stolicą. Jego medyna to istny labirynt. Co można w niej zobaczyć?


Jeśli będziecie chcieli dostać się do Fezu autobusem prywatnym, zatrzymuje się on bardzo blisko jednej z bram do medyny. Natomiast dworzec kolejowy bądź Supratous znajduje się w nowej części miasta, ok. 5 km od starego centrum.

Gdzie spać?

W Fezie możemy liczyć na naganiaczy. O ile ich istnienie mnie denerwuje, tak w Fezie są przydatni. Tutaj hotele czy riady są porozrzucane po całej medynie, a sama medyna należy chyba do najbardziej zaplątanych. Dodatkowo wszystkie z nich są pozamykane, nie wszystkie są wystarczająco oznaczone i nie wiadomo, gdzie się dobijać.

I nas taki naganiacz złapał. Wytłumaczyłam mu, że chodzi nam o możliwie najtańszy pokój. Zaczęło się ciąganie od hotelu do hotelu. W każdym jednym najpierw chcieli pokazać nam pokój, a dopiero później informowali o cenie. Przyznam, że pokoje były bardzo ładne, stosunek ceny do jakości był pozytywnie zaskakujący, jednak cena była minimum 2 razy droższa niż kwota, do której byliśmy przyzwyczajeni. Szukaliśmy dalej. Przy szóstym miejscu stanowczo stwierdziłam, że nie idę oglądać pokoju, jeśli kosztuje on więcej niż 120 DH za noc dla 2 osób. Pan się zgodził i tak zatrzymaliśmy się w hotelu Kawtar.
Miejsce znajduje się bardzo blisko niebieskiej bramy. Hotel jest 3 poziomowy, na parterze i pierwszym piętrze znajduje się ogólnodostępny salon, a na dachu taras. Pracownicy są przemili, przygotowują dla gości herbatę, a internet działał bez zarzutu w każdym miejscu. Mnie na dodatek trafiło się podwójne łóżko :)


Gdzie zjeść?


Najwięcej restauracji znajduje się w okolicach niebieskiej bramy. Pracownicy bez problemu odgadują naszą narodowość i wołają "Spoko Maroko!", "Dobra, dobra, zupa z bobra". Ciężko przejść przez to miejsce, gdzie przed każdą restauracją Cię zatrzymują, pokazują menu i zapraszają do środka.
My wybraliśmy jedną z nich, znajdowała się na rogu. Ceny raczej standardowe. Zamówiłam frytki (tak, wiem, mało marokańskie, ale mój organizm domagał się soli) i to był błąd. Frytki były w większości niedosmażone, było widać, że ziemniaki są szkliste. Zjadłam może 1/3 porcji, starając się wybrać te usmażone. Za porcję frytek, marokańską herbatę z doliczonym napiwkiem zapłaciłam 30 DH.


Jeśli ktoś ma ochotę samemu przyrządzić sobie posiłek, bądź ma ochotę na przekąski, ale nie lubi targowania się, jakieś 3 km od medyny znajduje się Carrefour. Jeden problem z głowy, ceny są podane, nie trzeba się wysilać i targować. Jednak przyznam szczerze, że myślałam, że ceny będą sporo niższe niż w sklepikach czy straganach na medynie, okazały się bardzo porównywalne. Do tego w sklepie byłam cały czas nękana przez miejscowych. O ile zaczepki przez sprzedawców uznawałam za element zachęcenia do zakupu i puszczałam je bokiem, tak te w galerii uznałam za natarczywe. Między alejkami poruszałam się sama (tzn. bez męskiej obstawy) i przy każdym zatrzymaniu się, aby wybrać produkt słyszałam zdania wypowiadane w moją stronę. 90% z nich była po francusku, więc nic nie zrozumiałam (nie wiem czy to dobrze, czy to źle ;p).

Trochę historii

Stara medyna fezu, czyli Fas al-Bali, swoją historią sięga średniowiecza. Samo miasto powstało pod koniec VIII w., jednak jego największy rozkwit przypadł na X w. i imigrację muzułmanów wygnanych z Hiszpanii oraz na XIV w. i panowanie dynastii Marynidów. W mieście znajduje się ogromna liczba zabytków i budynków z okresu średniowiecza. Wielki Meczet z IX wieku, pałac z XIII w czy budynki mieszkalne w starej medynie. 
W swojej historii Fez dwukrotnie był stolicą państwa, po raz pierwszy został nią ustanowione w 807 roku jako pierwsza stolica Maroka.


Co zobaczyć?

Przed niebieską bramą stoi kilku przewodników, którzy chętnie oprowadzą was po mieście. Teoretycznie certyfikowani, posiadają kartę i kopię uprawnień. I przez to chyba trudniej się z nimi targuje. Cena wyjściowa to 150 DH. Targowałam się, byłam uparta i nic nie utargowałam. Więc jak prawdziwa kobieta strzeliłam focha i sobie poszłam. Fez zamierzałam zwiedzić sama.
Sama wcześniej wspomniana brama Bab Bou Jeloud zachęca do krótkiego zatrzymania się i kompletowanie pięknych zdobień.



Chyba najczęściej odwiedzanym miejscem przez turystów są garbarnie Chouarasa (w sumie w Fezie znajdują się 3 garbarnie). Możliwość zobaczenia tego jak przygotowuje się skóry, barwi je i suszy wydaje się bardzo interesująca. Szczególnie, że sposób pracy jak i samo miejsce niewiele się zmieniło od czasów średniowiecza! Nie ma możliwości wejścia bezpośrednio na teren garbarni, ale można je zobaczyć z tarasu. Tak więc, kiedy krążyłam po mieście i szukałam wejścia do owego tarasu, zobaczyłam pana niosącego skóry. Gdzie może iść, jak nie do garbarni? Rozpoczęłam wyścig za nim. Śledziłam go przez jakieś 15 minut i w końcu ucieszona zobaczyłam, że przechodzi przez jakąś bramę. Jakie było moje rozczarowanie, gdy zobaczyłam, że znajduje się tam dziedziniec, gdzie sprzedaje się skóry. Ciekawe miejsce, ale poczułam się trochę jak intruz, więc szybko stamtąd wyszłam. Wtedy zaczepił mnie ktoś pytając czy chciałam trafić do garbarni (ogólnie idąc przez labirynt uliczek cały czas słychać osoby nawołujące "tannery", jednak miałam już uraz do pseudoprzewodników). Poddałam się już i potwierdziłam. Akurat jego znajomy szedł w tamte okolice i nas podprowadził. Normalnie na wejściu dostaje się listek mięty, dzięki czemu łatwiej znieść nieprzyjemny zapach wynikający z moczenia skór w moczu. Wśród turystów, którzy wchodzili z nami, byłam jedyną osobą, która go dostała. Jak się później okazało, garbarnia była w remoncie i zapach nie był uciążliwy. Niestety przez to też nie miałam okazji zobaczenia kadzi pełnych barwników i pracowników wykonujących swoje zadania.





Taras widokowy znajduje się w budynku, gdzie są również sklepy z przedmiotami skórzanymi - torebki, torby, kurtki, płaszcze, pufy. Do tego pełen przegląd skór - owcza, koźla, wołowa czy wielbłądzia. Podobno, jeśli coś nam się podoba, a nie mają naszego rozmiaru, mogą go od nas pobrać i w ciągu 2 godzin przysłać do naszego hotelu.

Spacerując po uliczkach medyny można również zapuścić się w rejony, gdzie zobaczymy proces suszenia skóry (Fez jest głównym producentem wyrobów skórzanych w Maroku, tutaj wykorzystuje się większość możliwych miejsc na suszenie jej).



W Fezie znajduje się również Wielki Meczet Al-Karawijjjin, który został wybudowany w IX w., a następnie rozbudowany w X i XII wieku. Jest to jeden z największych meczetów (zajmuje powierzchnię 3 ha), a jednocześnie uniwersytet (najstarszy uniwersytet na świecie). Do środka prowadzi aż 14 bram, przez które turyści mogą zobaczyć niewielką część meczetu.
Niedaleko też znajdują się medresy z pięknie rzeźbionymi wejściami.









W południowej części znajduje się żydowska dzielnica mellah. Dawniej tą część miasta zamieszkiwali bogaci Żydzi - kupcy, bankierzy czy lichwiarze. Zabudowania są ciaśniejsze, ale można dojrzeć bogatsze zdobienia okiennic czy wąskich balkonów.



Idąc dalej zauważamy park. Jest to park Bouljoud. Zobaczymy tutaj rosnące palmy czy ściany bambusów. Jest także niewielkie jeziorko i piękna mozaikowa fontanna. Warto się tutaj zatrzymać i odpocząć po spacerze między chłodnymi murami medyny.






Kolejnym miejscem na mapie jest Pałac Królewski. Aż trudno uwierzyć, że został on wybudowany przez dynastię Marynidów i pochodzi z XIV w. Wokół pałacu i przy jego murach stoi mnóstwo strażników, więc robienie zdjęć jest raczej trudne. Mnie udało się uchwycić nawet pięknie zdobione drzwi pałacu.




Natomiast tył królewskich ogrodów upodobały sobie bociany :)



Pomiędzy Carrefourem a dworcem kolejowym znajduje się nowa część miasta - Fes Ville Nouvelle. Dzielnica ta została wybudowana na początku XX w., w czasie panowania francuskiego proletariatu. Budynki są zdecydowanie bardziej współczesne i europejskie, ulice szersze. Tutaj znajdziecie bardziej eleganckie hotele bądź restaurację. 

Drugiego dnia zwiedzania chciałam lepiej poznać medynę. Na własną rękę jest to dosyć trudne. Jest to to chyba najbardziej zawiła medyna w całym Maroku. Wiele uliczek jest tak wąskich, że 2 osoby się w nich nie miną, wiele ma ślepe zakończenia, a idąc zbyt daleko, można dojść do dosyć szemranych dzielnic (byłam, widziałam, przeżyłam, więc aż tak źle nie jest). Po kilku okrążeniach wyłoniła się okazja i zrobiłam coś, czego prawdziwy Polak-Cebulak by się nie powstydził. Zauważyłam wycieczkę niemieckich emerytów z przewodnikiem. Było ich na tyle dużo, że można było wbić się w tłum. Szli na tyle wolno, że nie dało się ich zgubić, a przy okazji udało mi się zrobić zakupy i potargować.

Jak już mowa o zakupach, Fes słynie głównie z wyrobów ze skóry. Jeśli jesteście czymś zainteresowani, tutaj pewnie będzie łatwiej się o te rzeczy targować. Tutaj też wyrabia się wiele przedmiotów z ceramiki. W jednej części souka znajdują się również przepiękne suknie, bogato zdobione haftem i naszywanymi kamieniami. Podejrzewam, że to ich wersje sukien wieczorowych. Żałuję, że nie zrobiłam im zdjęcia. W Fezie też kupiłam swój szal. Pytałam o podobne w Marrakeszu i tam cena rozpoczynała się od 120 DH, mój pierwotnie był ceniony na 100 DH. Jest też bardzo dużo stoisk z nugatem. Na wagę lub w zdobionych pakunkach (idealne na prezent). Próbowałam i dla mnie za słodki.
W Fezie też sprzedawcy stosują inną taktykę wpływu, a mianowicie na litość! Usłyszycie, że są studentami i nie mają pieniędzy (skąd ja znam ;D) albo mają dzieci i muszą je wyżywić, a was jako turystów stać i nie ważne, że nie potrzebujecie łapiącej kurz figurki czy biżuterii zupełnie nie w waszym stylu.

W labiryncie znajdziecie liczne pięknie zdobione fontanny bądź studnie. Ich woda służy głównie do obmywania rąk czy stóp. Najładniejsza z nich, fontanna Nejjarine, znajduje się chyba przy muzeum sztuki i rzemiosł drewnianych. Samo wejście do muzeum też robi wrażenie.





Nad miastem góruje także Bastion Północny, w którym znajduje się muzeum wojska. W niewielki oddaleniu znajdują się grobowce Merenidów, niestety bardzo już zniszczone.




Z Fezu można dostać się autobusem do Merzougi bądź Marrakeszu. Supratour na obie trasy proponuje autokary nocne, dzięki czemu nie tracimy dnia!


12 komentarzy :

  1. Piękne miejsce- aż by się chciało tam wyjechać! ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zgadzam się z przedmówcą, cudowne zdjęcia i miejsce!

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak ja uwielbiam te arabskie klimaty. Aż miło popatrzeć! :)
    A bociany cudnie tam wyglądają! ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bociany miały kilka swoich miejsc w Maroku (pewnie wielu nie odkryłam). Tak śmiesznie były je tam zobaczyć, bo wydają się takie 'nasze' ;)

      Usuń
  4. Ze względu na klimat nie jest to rejon, o którym myślę planując wakacje, ale gdzieś poza sezonem... zachęciłaś. Ciekawie tam, po opisie wnioskując, i ładnie, jak na zdjęcia patrzyć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sezonie też bym nie dała rady, za ciepło i za dużo turystów. Ale poza jest bardzo przyjemnie :)

      Usuń
  5. Fajny wpis i piękne zdjęcia!

    OdpowiedzUsuń
  6. piękne miejsce, te mozaiki kolorowe są prześliczne

    OdpowiedzUsuń
  7. Chciałabym kiedyś tam się wybrać, zdjęcia są przecudne..tyle tam kolorków.

    OdpowiedzUsuń
  8. Zazwyczaj zachwycam się garbarniami :) Tym razem także mnie zachwyciły te zdjęcia. Uwielbiam wyroby skórzane :) Fez jest piękny, ale w najbliższym czasie nie pkanuję odwiedzić jakiegokolwiek muzułmańskiego kraju.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja trochę się bałam sytuacji, ale okazało się bezpiecznie :) Natomiast nie mogłabym zbyt długo przebywać w kulturze muzułmańskiej, zbyt dużo rzeczy mi przeszkadzało.

      Usuń

Zobacz więcej

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...