sobota, 2 stycznia 2016

Marokańskie Miami, czyli Agadir

Spotkałam się z określeniem, że Agadir to takie Miami, tylko nie spotkamy rolkarzy w strojach kąpielowych. Ja na szczęście wybrałam się poza sezonem, więc plaże nie były okupowane, ale za to niestety kluby były puste.





Jadąc do Agadiru warto wcześniej rozejrzeć się za noclegiem. Nie znajdziemy tu naganiaczy, którzy będą nas prowadzili od hotelu do hotelu, a jeśli ktoś się Ciebie zapyta czy szukasz noclegu, zaproponuje Ci pokój nie tańszy niż 400 DH. Nam po jakiejś godzinie czy dwóch udało się znaleźć hotel Diaf. Cena za pokój poza sezonem za pokój 2-osobowy to 160 DH. W pokoju były 2 wielkie łóżka i własna łazienka. Na parterze znajduje się kawiarnia, gdzie można też zjeść coś lekkiego. Niestety kelner nie mówił po angielsku, nie mogłam się doprosić o rachunek i jestem pewna, że doliczył sobie niezły napiwek ;). Z hotelu w 15 minut można dojść nad ocean. Jedyny minus to znajdujący się w pobliżu meczet, który skutecznie obudzi was o 6 rano.

Agadir poza sezonem był miłą odmianą od głośnego Marrakeszu. Dużo zieleni, rozrywki i ocean. Czego chcieć więcej :)

Agadir jest młodym miastem. 55 lat temu miasto zostało prawie w całości zrównane z ziemią przez trzęsienie ziemi. Obecnie miasto jest znanym ośrodkiem turystycznym. To wszystko sprawia, że tradycyjna architektura marokańska miesza się z nowoczesną.

Zwiedzanie rozpoczęliśmy od parku d'Olhao. Jest to park mający symbolizować przyjaźń z portugalskim miastem Olhao. Jest niewielki w swoich rozmiarach, ale warty zobaczenie. Przy wejściu powitają nas bugenwille, hibiskusy i kwitnące hibiskusy. Wewnątrz znajdziemy uroczy mostek.







Pięć minut później, idąc w kierunku plaży, znaleźliśmy się w ptasim zoo, chociaż nie tylko ptaki można tam spotkać. Wstęp do parku jest bezpłatny. Pierwszymi zwierzętami jakie tam spotkaliśmy były oczywiście koty. Bardzo przyjazne i czekające na pieszczoty :) Poza tym oglądaliśmy papugi, kury, pawie, kaczki, indyki, żurawie, flamingi i wiele innych. Później przeszliśmy do kóz. Mają dosyć niskie ogrodzenie, więc można do nich podejść i je pogłaskać. Ja miałam z sobą suchą bułkę ze śniadania, więc stwierdziłam, że kawałek jej nie zaszkodzi i postanowiłam ją nakarmić. Szybko zleciały się kolejne głodomory. Wtedy zaczepił nas pracownik zoo, który potrafił trochę mówić po polsku. Dał mi ziarna, którymi karmiłam następnie kozice i lamę. Bardzo rozśmieszyło mnie jego przywoływanie zwierząt, było po arabsku, ale brzmiało jak "idzi suka" xD






Po porze karmienia można było udać się na plażę. Promenada jest rozległa, z jednej strony otoczona restauracjami (jest też McDonald). Znajdziemy na niej także diabelski młyn (bilet 40 DH). Zejść na plażę jest niewiele, dlatego zdecydowaliśmy się skoczyć z promenady. Piasek w Agadirze jest zupełnie inny niż nad Bałtykiem. Jest zdecydowanie drobniejszy, a dalekie przypływy sprawiają, że można spacerować po ubitej powierzchni mokrego piasku bez moczenia stóp. Woda była chłodna, ale nie zimna. I muszelki znalezione nad oceanem są zdecydowanie piękniejsze i większe.





Kolejnym punktem programu było zobaczenie ruin kazby. Było już późno, baliśmy się, że nie zdążymy zobaczyć zachodu słońca, dlatego też zdecydowaliśmy się na wzięcie taksówki, która nas tam zawiezie, poczeka na nas i zawiezie ponownie na promenadę. Okazało się, że podjęliśmy słuszną decyzję, bo o chodniku prowadzącym w górę można pomarzyć, natomiast pójście ulicą, która jest kręta, nie wydaje się bezpiecznym rozwiązaniem, biorąc pod uwagę styl jazdy panujący w Maroku. Same ruiny nie robią dużego wrażenia, ale za to widok z nich jest piękny i można zobaczyć miasto w całej okazałości. Na tym samym wzniesieniu pojawia się o zmroku napis "Bóg, Król, Naród".






Będąc w Agadirze możecie też zobaczyć odbudowaną medynę, która ma być kopią tej zniszczonej podczas trzęsienia. Niestety medyna jest trochę daleko od wszystkiego, więc opuściliśmy ten punkt programu. Jeśli jednak znajdziecie się już w okolicy, zahaczcie też o ujście rzeki Oued Souss, podobno flamingi mają tam swoje gniazda.

Dla osób zainteresowanych zakupami, w Agadirze znajdziemy duży souk otoczony murem - El had. Znajduje się niedaleko dworca autobusowego. Można też zajrzeć do Uniprixa, marketu z pamiątkami, który jest na przeciwko wejścia do doliny ptaków (zoo).



7 komentarzy :

  1. Jeju, jak tam pięknie. Tylko pozazdrościć ci wyjazdu. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Słoneczko, oj przydałoby się troszkę tego ciepła :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, teraz bardzo mi go brakuje!

      Usuń
  3. Marzyło mi się pojechać do Maroka. Zwiedziłam już Egipt i Tunezję kilka lat temu, a Maroko dalej chodzi mi po głowie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze nic straconego! Mam nadzieję, że moje wpisy będą pomocne przed ewentualną podróżą.
      Do Egiptu też bym pojechała, ale wszyscy znajomi jechali na zasadzie all-inclusive i mówili, że ciężko opuszczać hotele. A mnie się marzy zwiedzić wszystko z plecakiem :) Jakie są twoje doświadczenia?

      Usuń
  4. Byłam, widziałam :) zakochałam się w przepięknych marokańskich zachodach słońca. Widzę Tobie też udało się takie uchwycić :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jeszcze nie byłam, ale czytając wpis nabieram ochoty ;)

    OdpowiedzUsuń

Zobacz więcej

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...