wtorek, 29 grudnia 2015

Marrakesz - miasto tętniące życiem

Marrakesz był naszym miejscem startu i zakończenia przygody z Marokiem. Wychodząc z samolotu przypomniały mi się czasy, kiedy granice były zamknięte. Chociaż wtedy podróżowałam z rodzicami samochodem, a paszport nadal miałam z mamą.

Należy wypełnić papierek potwierdzający wjazd na teren Maroka, który zawiera nasze dane i miejsce naszego pobytu, czyli adres hotelu bądź znajomego. Następnie przejść przez jedno okienko (trzeba pokazać kartę pokładową, więc jej nie wyrzucajcie od razu po wyjściu z samolotu), innemu panu pokazać pieczątkę i można już cieszyć się marokańską przygodą.



Od razu po wyjściu z lotniska otoczyli nas taksówkarze. Odmówienie jednemu nie sprawi, że kolejni przestaną was zaczepiać. Ja jednak na to się przygotowałam psychicznie i opanowana odmawiałam kolejnym. Zamiast tego cieszyłam się gasnącym niebem z zarysem czarnych palm i tym, że jest mi przyjemnie ciepło, chociaż kilka godzin wcześniej biegiem przemykałam z autobusu na lotnisko, żeby nie zamarznąć ubrana w samą bluzę.




Pierwszy kontakt z placem Dżamaa al-Fina robi spore wrażenie. Widzisz wielki tłum ludzi. W tle zauważasz dym z mieszczących się tam budek-restauracji i czujesz mnogość zapachów. Słyszysz przeróżną muzykę - bębenki, flety, śpiewy. Ludzie tańczą, jedzą, zapraszają Cię do swoich restauracji i sklepów, oferują zrobienie zdjęcie z wężem, małpą, sobą w przebraniu. Masz ochotę rzucić swój bagaż i poddać się temu wszystkiemu - tu się czegoś napić, tu czegoś spróbować, tam dołączyć do tancerzy i razem z nimi zatańczyć taniec brzucha. Jednak po chwili dociera do Ciebie smutna rzeczywistość i w każdym kółku każdy wyciąga do Ciebie rękę i mówi "Money, Give me money!". Nawet jeśli dopiero co podszedłeś i nie udało Ci się przecisnąć przez tłum, aby zobaczyć, co go przyciąga.






Nie zrażając się jednak, udaliśmy się do naszego hotelu Immouzer, aby zregenerować siły na nowy dzień zwiedzania. Hotel to typowy riad z pięknym ogrodem w środku i tarasem na dachu. Pokoje trochę małe, ale na wakacjach nie spędza się czasu w hotelu ;). Poza sezonem cena za pokój 2-osobowy to 120 DH, wracając do niego przed wylotem bez problemu wynegocjowałam dobę za 100 DH.





W Marrakeszu zdecydowanie należy zobaczyć wcześniej wspomniany plac Dżamaa al-Fina. Zjemy tam tanio i dosyć smacznie. Są tam też najlepsze soki pomarańczowe w całym Maroku i kosztują tylko 4 DH. Można tam też zrobić zakupy. Polecam niewielkie stoiska z kosmetykami znajdujące się na jego początku. Nie utargujemy tutaj dużo, ale cenę początkową można spokojnie uznać za rozsądną (jest nawet 10-krotnie niższa niż przedstawiana w sklepach). Należy jedynie zwrócić uwagę, żeby handlarz miał swój towar ukryty przed słońcem. Na inne zakupy zachęcam się wybrać w głąb souka. Jest tam mniej turystów, jest taniej (np. szale wełniane na początku kosztują 70 DH, przy jego końcu 40 DH) i będziemy mieli okazję zobaczyć niewielkie 'pracownie' krawieckie. Można też rozważyć udanie się na souk południowy, który znajduje się na prawo od grobowców Saadytów (początek to sklepy z pamiątkami, idąc w głębiej udamy się na targ, gdzie ciężko spotkać turystów. Jest tam sporo taniej).



Wracając trochę na turystyczny szlak, co można zobaczyć w Marrakeszu?

Z placu łatwo możemy dostrzec minaret meczetu Kutubijja, największego w mieście i liczącego sobie już 9 wieków. Do środka nie mają wstępu nie-muzułmanie, ale z zewnątrz też robi spore wrażenie.




Kilka minut drogi od niego znajduje się inny meczet Alego ibn Jusufa, w końcu którego znajdziemy wejście do grobowców Saadytów. Wejście do grobowców łatwo ominąć, gdy próbujemy wytłumaczyć sprzedawcom, że nie interesuje nas ich biżuteria. Kiedy wreszcie dotrzemy do wejścia, możemy podziwiać misterne mozaiki i rzeźbienia. Znajdują się tutaj 2 mauzolea i ogród. Wejście do grobowców kosztuje 10 DH.











Idąc w głąb souka południowego, dotarliśmy w okolice królewskiego pałacu. Niestety policja szybko zauważyła intruzów, nie pozwoliła zrobić zdjęć i nas zawróciła. Tak więc wróciliśmy w okolice ruin pałacu El Badii, który upodobały sobie bociany. Warto zobaczyć też znajdującą się przy ruinach bramę Bab al-Dżadid.





Po drugiej stronie ulicy znajduje się Mellah, czyli dzielnica żydowska. Dosyć trudno się tam dostać, gdyż jest otoczona murem i do środka prowadzi tylko jedno wejście, które łatwo przeoczyć. Na jednym z blogów przeczytałam, że jest to miejsce warte odwiedzenia. Niestety nie potwierdzę tego. Liczne wąskie ślepe uliczki, nic więcej.

W Marrakeszu znajduje się też kilka ogrodów, w tym ogród Majorelle, ulubiony park projektanta Yves Saint Laurents. Niestety ze względu na dość wysokę cenę biletu (80DH) odpuściliśmy go sobie. Za to spędziliśmy trochę czasu w parku El Harti, który znajduje się niedaleko dworca kolejowego. To było niesamowite uczucie odpoczywać w ciszy, gdy kilka minut wcześniej przygniatał nas gwar ulicy i licznych klaksonów. I można zrobić sobie zdjęcie na dinozaurze ;)






8 komentarzy :

  1. Marzy mi się targ w Marakeszu, pytanie jednak jak z bezpieczeństwem w Maroku? Napiszesz coś o tym? A może już pisałaś, tylko przegapiłam?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wspomniałam tylko, że ze względu na bezpieczeństwo, zdecydowałam się jechać ze znajomym. Natomiast teraz uważam, że spokojnie dałabym sobie radę sama ;)
      Ogólnie było spokojnie. Trzeba uważać, ale to raczej jak wszędzie. Sami mieszkańcy ostrzegali nas przed kieszonkowcami, ale nikt mnie nie okradł i raczej też nie próbował.
      Naciągacze i sprzedawcy są bardziej natrętni niż niebezpieczni.
      Na pewno trzeba uważać na drogach, bo jeżdżą jak wariaci (Maroko przypomina mi pod tym względem Rosję).
      Faceci też nie byli bardzo natrętni i nie zaczepiali mnie częściej niż normalnie (chociaż teraz nadrabiają to na instagramie...)
      W przeszłości były w Maroku 2 ataki bombowe, a teraz jego mieszkańcy mieli powiązania z ostatnimi wydarzeniami w Paryżu, więc jakichś zamachów nie można wykluczyć. Ale niestety ryzyko jest teraz wszędzie.

      Usuń
    2. Czyli pewnie jak w europejskich metropoliach obecnie :( Mam nadzieję, że skończą się te szalone czasy i człowiek będzie mógl spokojnie sobie podróżować.

      Usuń
  2. Ciekawy opis Marrakeszu. Fajnie, że podałaś w swoim wpisie ceny :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Marrakesz? Koniecznie! Czatuję na jakąś fajną promocję, tyle że jestem ograniczony terminami :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz chyba lepiej poczekać do jesieni, bo temperatury się zwiększają i mogą być odpowiednie jedynie do leżenia na plaży :P Promocje poza sezonem są dosyć często, ja płaciłam za bilety z Berlina 340 zł :)

      Usuń
  4. Byłam w Maroku tylko przez chwilę, w miasteczku Tetuan. Do Marrakeszu nie dotarliśmy a wielka szkoda.

    OdpowiedzUsuń

Zobacz więcej

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...