wtorek, 22 grudnia 2015

Maroko - co, jak i dlaczego?



Mój wyjazd trwał 15 dni. W 15 dni odwiedziłam 11 miast, przejechałam ponad 2850 km , przeszłam prawie 300 km i na wielbłądzie pokonałam jakieś 5 km.






Podróż do Maroka jak zwykle rozpoczęła się trochę od końca, a mianowicie od zakupu tanich biletów lotniczych. Oczywiście o samym kraju już wcześniej coś słyszałam, mam stamtąd kilku znajomych i pamiętałam prezentację mojej koleżanki, która opowiadała jak wygląda życie w jej ojczyźnie. Jednak tym razem stwierdziłam, że to inny kontynent, zupełnie inna kultura i religia, więc na samotną podróż się nie zdecyduję. Im bliżej było do wylotu, tym podróż wzbudzała we mnie coraz większe obawy, które nasilały się wraz z liczbą wiadomości od znajomych z treścią "Uważaj na siebie", "Bądź ostrożna" itd. W tej chwili, gdy ponownie wygodnie siedzę przy swoim biurku, mogę powiedzieć, że spokojnie mogłam wyruszyć jako samotny wędrowiec, mężczyźni nie zaczepiali mnie częściej niż w Europie, a jedynym niebezpiecznym zdarzeniem był wypadek autokaru (o czym później).


Odwiedzone przeze mnie miejsca to:

- Agadir
- Taroudant
- Fez



Gdybym ponownie wybierała się w taką trasę, zdecydowałabym się na podróż samochodem i wtedy zatrzymała również w Essaouirze, Safi i Warzazacie. Niestety autobusy nie kursują o korzystnych porach do tych miejsc.



Garść przydatnych informacji

  • Zawsze pytaj o cenę przed zamówieniem jedzenia, rezerwacją noclegu, oprowadzaniem. Wtedy możesz negocjować. Po jest już za późno.
  • Targuj się! Zawsze i o wszystko. Często otrzymujesz cenę zawyżoną nawet kilkunastokrotnie od ceny rzeczywistej. 
  • Bądź miły. Może to brzmi śmiesznie i oczywiście, ale poprzez uśmiech możemy tam wiele uzyskać i dostać niższą cenę. Od wejścia mamy lepszy start.
  • "Maybe later" to taki zwrot często u nich używany zamiast "No, thanks".
  • Dostęp do wi-fi jest praktycznie w każdej kawiarni i riadzie/hotelu. Niestety w hotelach czasami ciężko złapać zasięg i może się okazać, że jest dostępny w jednym punkcie pokoju.
  • We wszystkich pokojach, w których nocowałam było tylko jedno gniazdko.
  • Jeśli ktoś chce Cię oprowadzić po mieście lub wskazać drogę, bądź przygotowany, że będzie chciał za to pieniądze. Zapytaj o cenę od razu lub stanowczo odmów.
  • Kraj jest turystyczny, ale zdarza się, że ciężko znaleźć kogoś mówiącego po angielsku. Oświadczasz, że nie mówisz po francusku, twój rozmówca robi smutną minę, po czym dalej tłumaczy po francusku. Zostaje zdać się na instynkt i odczytywanie mowy ciała ;)
  • Najlepszym okresem na zwiedzanie Maroka jest marzec-kwiecień, październik-listopad. Sama byłam na przełomie listopada i grudnia i w dzień panowały temperatury 20-26 stopni, wieczorem robiło się chłodniej, ale chodzić można było dalej w krótkim rękawie. Oczywiście są rejony chłodniejsze takie jak okolice Atlasu czy pustynia.
  • Autobusy miejskie to autobusy widmo. Jeżdżą, ale przystanki nie istnieją, a jeśli już takowy znajdziesz to oczywiście bez rozkładu. Warto jednak popytać ludzi, bo można zapłacić za podróż kilkakrotnie mniej niż za taksówkę.
  • Pij tylko butelkowaną wodę i po myciu zębów również przepłucz nią usta. To może Ci pomóc ustrzec się przed zatruciem pokarmowym. Bądź jednak na nie przygotowany i miej zapas tabletek.
  • Koszty podróży do Maroka



Jak się przemieszczać po Maroku?

  • samochodem - najlepiej wypożyczonym, aby uchronić nasz własny od ewentualnych zarysowań i wgnieceń (które są widoczne na każdym przejeżdżającym samochodzie). Benzyna jest tańsza niż w Polsce, kosztuje ok. 8 DH. Jeżdżąc po mieście trzeba mieć dużo cierpliwości, zimną krew i rękę ustawioną na klaksonie. Poza miastem drogi są puste, samochody jadą wolno (nawet zbyt wolno) i zdarza się, że facet na mule jest wyprzedzany przez rower, ten przez skuter i samochód na przeciwko chce wyminąć na trzeciego (a w sumie to na piątego!). Plus jest taki, że nie trzeba być uzależnionym od rozkładu jazdy autobusów, szukać przechowalni bagażu czy targować się z taksówkarzami, gdy chcemy podjechać i zobaczyć atrakcję poza miastem.
  • taksówką - tzw. grande taxi kursują pomiędzy miastami. Mieści się do nich 6 osób (+kierowca). Coś takiego jak pasy bezpieczeństwa tam nie istnieje, ale chyba w takim ścisku nawet nie dałoby się ich zapiąć. Można jechać w mniej osób, ale wtedy płaci się za puste miejsca.
  • pociągiem lub autobusem Supratours / CTM - autobusy państwowe są jakościowe lepsze niż te prywatne, ale na tych samych trasach mogą być nawet 3-4 razy droższe. Ich pasażerowie to głównie turyści lub bogatsi mieszkańcy Maroka. Niestety autobusy nie zawsze są sprzątane i można rozpocząć trasę w autobusie, w którym są okruchy na siedzeniach.
  • autobusami prywatnymi - ciężko znaleźć rozpiskę, o której one kursują. Na dworcu są panowie, którzy wykrzykują różne nazwy miejscowości. Można do nich podejść i zapytać. Nawet jeśli zajmują się innym kierunkiem jazdy, zawsze pokierują do właściwej osoby, która wypisze nam bilet. Czasami warto taki bilet zakupić wcześniej, bo kilka minut przed odjazdem może już nie być miejsc. Autobusy prywatne są często w gorszym stanie, ale na krótkie trasy są lepszą alternatywą - są tańsze i można zobaczyć cały przegląd mieszkańców kraju.
Zarówno w przypadku autobusów państwowych, jak i prywatnych zdarzają się opóźnienia. Trzeba się również przygotować na to, że Marokańczycy nie lubią słońca w autobusie i jeśli przypadkiem na kogoś świeci słońce z twojego okna, każą Ci je zasłonić. Jedzie się jak w puszce. Dodatkowo obsługa zdecydowanie zwiewała z lekcji matematyki. W trakcie jazdy będą liczyć pasażerów. Zaczyna; pomylił się w połowie; zaczyna od początku; policzył, ale się nie zgadza, więc liczy znowu. Później wyśle kogoś innego do liczenia, bo mu się nie zgadza. I nie próbujcie zdejmować butów w autobusie! Ja dostałam arabski ochrzan, aż harmider zrobił się w całym autobusie, a obsługa sprawdzała później kilkakrotnie czy mam buty na nogach.




Co zjeść?

Na początku powiem, że lekko się zawiodłam na kuchni marokańskiej. Widząc liczne przyprawy na targach, miałam nadzieję, że ich jedzenie jest mocno doprawione. Dla mnie było zdecydowanie za słabo. To przypomina mi sytuację, kiedy podczas jednej z moich podróży Marokańczyk przygotował mi kolację i obraził się, gdy powiedziałam, że jest niedoprawiona. Okazało się, że mamy inne rozumienia słowa "spicy". Dla mnie są to przyprawy ostre, przyjemne gryzienie podniebienia, dla niego różnorodność smaku wynikająca m.in. z dodania rodzynek, żurawiny i słonecznika do ryżu z warzywami. Ale wracając do tego, co możecie zjeść :)



  • tajine - w sumie jest to praktycznie wszystko, co jest przygotowane w specjalnym glinianych naczyniu. Najczęściej są to warzywa z mięsem (kurczak lub wołowina), ale może też być wersja z suszonymi owocami, migdałami czy jajkami. Wersja z warzywami przypomina smakiem nasze pieczonki, tylko słabiej doprawiona i tłustsza. Można za pomocą bułki. Cena za porcję to średnio 30-50 DH, ale zdarzają się droższe.




  • kuskus - który zalewa się bulionem z warzywami. Można zamówić wersję z kurczakiem, wołowiną czy owocami morza. Ceny od 25 DH.



  • naleśniki - które nie przypominają naszych polskich naleśników. Ciasto jest na tyle gęste, że można je wyrabiać w rękach. I jest bardzo mocno natłuszczane. Sprzedawane na ulicy przez kobiety, które natłuszczają je rękoma, ugniatają w kwadratowe placki i smażą na rozgrzanej blasze. Można jeść je same lub poprosić o posmarowanie serkiem, dżemem lub miodem. Całkiem smaczne i pożywne. Cena za sam naleśnik 2-3 DH.


  • sok z pomarańczy - sok ze świeżo wyciśniętych pomarańczy jest przepyszny! Najlepszy w Marrakeszu. Za szklankę soku na straganie zapłacicie przeważnie 4 DH, zdarzają się miejsca, gdzie chcą za niego 8 DH. W kawiarni zdecydowanie drożej, nawet do 15 DH.

  • marokańska whisky - czyli mięta zalana bardzo słodką zieloną herbatą. Osobiście bałam się mięty, której smaku nie lubię, jednak jej smak nie był dominujący. Herbata jest nalewana ze specjalnych srebrnych czajniczków. W bardziej turystycznych restauracjach kelnerzy robią pokaz z nalewania jej. Kiedyś w każdym domu było przygotowane miejsce w salonie do parzenia herbaty i czynnością tą mógł zajmować się wyłącznie mężczyzna.

  • ślimaki - na wielu straganach możecie również znaleźć górki usypane ze ślimaków. 1 DH za sztukę. Co do smaku, to się nie wypowiem, bo nie odważyłam się spróbować.


5 komentarzy :

  1. Piękna wyprawa :) Też bym się chętnie kiedyś wybrała :)

    PS Ja też w HR pracuję ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że Ci się uda i przeczytam o twoich wrażeniach :)
      Samodzielny wyjazd do Maroka jest łatwiejszy niż myślałam, a i cenowo wyszło bardzo przyzwoicie :)

      Usuń
  2. Czytać o Maroku jak u nas za oknem -15st C- bezcenne ;).
    Bardzo ciekawy post! Zazdroszcze wyprawy- kto wie może kiedyś ;).
    ps.A z tymi przyprawami to mnie zaskoczyłaś. Myślałam że tam mocno spicy i wyraziście-a wychodzi na to że nie ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest duże prawdopodobieństwo, że mam podwyższony próg ostrości, znajomi czasem za dużo piją, gdy coś ugotuję ;)
      Trzymam kciuki, aby kiedyś było szybciej niż później ;)

      Usuń
  3. super, dla takiego matoła podróżniczego jak ja to wpis idealny.... tyle mądrości i wiedzy!

    OdpowiedzUsuń

Zobacz więcej

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...